Do szóstego miesiąca była normalnym dzieckiem.
6 - nauczyła sie siedzieć.
7 - nauczyła sie turlać i docierać w przeróżne miejsca
8 - stać, chodzić wzdłuż mebli, ścian, luster, wchodzić i schodzić ze schodów, wchodzić i schodzić z sofy; mówić 'bam', 'tata' oraz 'nienienie'
9 - stać samodzielnie, ściągać wszystko na głowę, raczkować torpedowo, włazic do szafek, wszystko z nich wywlekać, nurkować w sedesie, chlipać mydło, wylizywać korek od bidetu... mówić 'hau, hau'
10 - chodzić!
Pojedyncze kroczki przez ostatnie dwa tygodnie przerodziły się nagle w poczwórne.
Co ciekawe, kroczki wychodzą tylko w kierunku od Tatusia do Mamusi. Albo od czegoś fajnego do czegoś fajniejszego, np. od pilocików.
Dzidziuś z radością przyjmuje oklaski, również swoje.
Nic jednak nie dorówna pieskowi. Piesek to sens zycia. Pieska słychać zza okna, pieska widać w książeczce, pieska słychać w radiu, widać w telewizorze, a nawet w kangurze...
Hau, hau, robi Dzidziuś i aż cały podskakuje.
piątek, 19 października 2012
czwartek, 27 września 2012
po degustacji
malinek, bardzo z resztą entuzjastyczej, nadszedł czas na umycie delikwentki, podłogi, krzesełka, ściany, stołu i zejście na ziemię.
Trudno wytłumaczyć, jak to się dzieje, że Mamusia wciąż nie kojarzy ciszy ze Strasznym Zagrożeniem.
Może dlatego, że mieszka pod jednym dachem z dwójką wiecznie kłócących się lub śpiewających starszaków?
Może dlatego, że gdy tylko nastąpi chwila ciszy, to próbuje odrobić wszystko na raz?
A może dlatego, że gdy na chwilę ucichnie wszelki gwar, to stara się go zassać, jak przez słomkę do samego koniuszka...?
Jaka by nie była przyczyna tym razem, dość że wychodzi z kuchni i zastaje swą Najmłodszą na konsumpcji. Tym razem można by to chyba nazwać kuchnią fusion, bo z pewną taką nieśmiałością Maja rozwinęła pieluchę i poczęstowałą się swoją kupą. Własną. Jednoznaczne ślady na buzi, czole, rączkach, każdej części ubrania i dużej częsci hallu wskazują, że chwila ciszy była niezwykle owocna. W niezmiernie wciągające wydarzenia. A jaka pouczająca! Dla obu bohaterek opowiadania!
Nadszedł czas na ponowne umycie delikwentki, jej języka do wysokości migdałków, wyszorowanie podłogi, przebranie, pranie i zejście na ziemię, czyli przygotowanie drugiej kawy, tym razem mocniejszej. Żeby brak czujności nie powtórzył się zbyt szybko.
Po ubraniu w trzecie już dzisiaj czyste ubranko, Mamusia ratuje Dzidziusia z szafki w kuchni, a za chwilę z pudła z zabawkami na kółkach.
Wakacje już były? Naprawdę? Bo jakby...
Dokumentacja fotograficzna opublikowana zostanie później, gdyż komputer, którego przyciski i dziurki zaklejone są kartami lojalnościowymi, chwilowo nie działa...
Trudno wytłumaczyć, jak to się dzieje, że Mamusia wciąż nie kojarzy ciszy ze Strasznym Zagrożeniem.
Może dlatego, że mieszka pod jednym dachem z dwójką wiecznie kłócących się lub śpiewających starszaków?
Może dlatego, że gdy tylko nastąpi chwila ciszy, to próbuje odrobić wszystko na raz?
A może dlatego, że gdy na chwilę ucichnie wszelki gwar, to stara się go zassać, jak przez słomkę do samego koniuszka...?
Jaka by nie była przyczyna tym razem, dość że wychodzi z kuchni i zastaje swą Najmłodszą na konsumpcji. Tym razem można by to chyba nazwać kuchnią fusion, bo z pewną taką nieśmiałością Maja rozwinęła pieluchę i poczęstowałą się swoją kupą. Własną. Jednoznaczne ślady na buzi, czole, rączkach, każdej części ubrania i dużej częsci hallu wskazują, że chwila ciszy była niezwykle owocna. W niezmiernie wciągające wydarzenia. A jaka pouczająca! Dla obu bohaterek opowiadania!
Nadszedł czas na ponowne umycie delikwentki, jej języka do wysokości migdałków, wyszorowanie podłogi, przebranie, pranie i zejście na ziemię, czyli przygotowanie drugiej kawy, tym razem mocniejszej. Żeby brak czujności nie powtórzył się zbyt szybko.
Po ubraniu w trzecie już dzisiaj czyste ubranko, Mamusia ratuje Dzidziusia z szafki w kuchni, a za chwilę z pudła z zabawkami na kółkach.
Wakacje już były? Naprawdę? Bo jakby...
Dokumentacja fotograficzna opublikowana zostanie później, gdyż komputer, którego przyciski i dziurki zaklejone są kartami lojalnościowymi, chwilowo nie działa...
sobota, 22 września 2012
Maja jest cudniątkiem
ma 9,5 miesiąca i niewiele już nam chyba pozostawi czasu zanim zacznie chodzić, oj niewiele
mówi 'tata' i bardzo się na jego widok cieszy
mówi 'bam' zaglądając z góry za krawędź łóżka
mówi 'bam' zanim znowu rzuci pilotem Tatusia
mówi 'bam' jak upadnie
mówi 'nie, nie' robiąc zakazane rzeczy
w ogóle to mówi pełnymi zdaniami, stosując bardzo zróżnicowaną intonację
schodzi ze schodów, raczkiem
wchodzi na schody, prfff... łatwizna
schodzi z sofy, łóżka i wszystkiego, z czego zejść wypada
doskonale doskonali chwyt szczypcowy, który pozwala na pochłonięcie filiżanki borówek w kilka minut, sztuka po sztuce
robi 'papa', nawet przez telefon
jest najzdolniejsza, najpiękniejsza, najcudowniejsza i w ogóle
no i jeszcze chodzi do kina za darmochę
i jak tu się nie zachwycać?
mówi 'tata' i bardzo się na jego widok cieszy
mówi 'bam' zaglądając z góry za krawędź łóżka
mówi 'bam' zanim znowu rzuci pilotem Tatusia
mówi 'bam' jak upadnie
mówi 'nie, nie' robiąc zakazane rzeczy
w ogóle to mówi pełnymi zdaniami, stosując bardzo zróżnicowaną intonację
schodzi ze schodów, raczkiem
wchodzi na schody, prfff... łatwizna
schodzi z sofy, łóżka i wszystkiego, z czego zejść wypada
doskonale doskonali chwyt szczypcowy, który pozwala na pochłonięcie filiżanki borówek w kilka minut, sztuka po sztuce
robi 'papa', nawet przez telefon
jest najzdolniejsza, najpiękniejsza, najcudowniejsza i w ogóle
no i jeszcze chodzi do kina za darmochę
i jak tu się nie zachwycać?
sobota, 18 sierpnia 2012
sobota, 7 lipca 2012
?
Mr: Ej, a rozumiesz ten kawał przychodzi baba do lekarza a lekarz też baba? Bo ja nie...
Mt: Ja też nie...
Mt: Ja też nie...
wtorek, 26 czerwca 2012
Rytualny mord
na krecie, w odwecie za lata niszczenia trawnika nie odbył się jednak.
Dziadek jednak uprzejmie acz stanowczo zawezwał nas do przesiedlenia wypędzonych. To znaczy ten jeden wypędzony, mimo szczerych zachęt Dziadka, tak się trochę nie ruszał, więc zajęliśmy się tym drugim.
Najfajniejsze w krecie jest to, że wygląda całkiem, jak kret. Z filmu. Naprawdę!
No dobra, ale jak go tak wysiedlać... bez gleby??
Dziadek zaradzi!
Załaduje glebę, przetransportuje rzezimieszka i odda w ręce oficerów.
Oj, ale mamy ZA-DA-NIE!!!
Okropnie kreci, ten KRET!
No dobra? To co zrobimy?
Na trawkę go!
Nie, lepiej na pole.
No dobra, na pole.
Świeżo zaorane.
O, jest!
Papa, kreciku!
Krecik ochoczo pokazał zadek...
...ale nic z tego! Ziemia sucha i twarda!
Ajajaj... krecik zaczyna się miotać...
Ajajaj... młodzież zaczyna się miotać...
Ajajaj... Maja chce jeść....
To co robimy?
Przecież nie można go tak zostawić!
Na pewno zje go jakis kot!
Albo przyjdzie lis w nocy!!
Telekonferencja z Dziadkiem ściąga ciężar odpowiedzialności z barków Mamusi - "poradzi sobie".
Telekonferencja z Dziadkiem nie tyka ciężaru odpowiedzialności z barków Dzieci - " nie poradzi sobie".
Co zrobić? Co zrobić?
Najstarsza z Najmłodszą opuszczają scenę i z lekkim sumieniem zmierzają w kierunku kolacji.
Pozostali debatują i kombinują....
Po pół godzinie przybiegają z dobrą nowiną: "udalo się!"
Przenieśli kreta na środek pola, spulchnili ziemię, wykopali dziurę i zobaczyli znikający zadek.
Brawo, moi Nieustraszeni Ochrońcy Przesiedlonych!
Dziadek jednak uprzejmie acz stanowczo zawezwał nas do przesiedlenia wypędzonych. To znaczy ten jeden wypędzony, mimo szczerych zachęt Dziadka, tak się trochę nie ruszał, więc zajęliśmy się tym drugim.
Najfajniejsze w krecie jest to, że wygląda całkiem, jak kret. Z filmu. Naprawdę!
No dobra, ale jak go tak wysiedlać... bez gleby??
Dziadek zaradzi!
Załaduje glebę, przetransportuje rzezimieszka i odda w ręce oficerów.
Oj, ale mamy ZA-DA-NIE!!!
Okropnie kreci, ten KRET!
No dobra? To co zrobimy?
Na trawkę go!
Nie, lepiej na pole.
No dobra, na pole.
Świeżo zaorane.
O, jest!
Papa, kreciku!
Krecik ochoczo pokazał zadek...
...ale nic z tego! Ziemia sucha i twarda!
Ajajaj... krecik zaczyna się miotać...
Ajajaj... młodzież zaczyna się miotać...
Ajajaj... Maja chce jeść....
To co robimy?
Przecież nie można go tak zostawić!
Na pewno zje go jakis kot!
Albo przyjdzie lis w nocy!!
Telekonferencja z Dziadkiem ściąga ciężar odpowiedzialności z barków Mamusi - "poradzi sobie".
Telekonferencja z Dziadkiem nie tyka ciężaru odpowiedzialności z barków Dzieci - " nie poradzi sobie".
Co zrobić? Co zrobić?
Najstarsza z Najmłodszą opuszczają scenę i z lekkim sumieniem zmierzają w kierunku kolacji.
Pozostali debatują i kombinują....
Po pół godzinie przybiegają z dobrą nowiną: "udalo się!"
Przenieśli kreta na środek pola, spulchnili ziemię, wykopali dziurę i zobaczyli znikający zadek.
Brawo, moi Nieustraszeni Ochrońcy Przesiedlonych!
piątek, 15 czerwca 2012
piątek, 8 czerwca 2012
Raport uprzejmy
W dniu ukończenia szóstego miesiąca życia, Maja pokazała:
- pierwszy ząbek (i odrobinę drugiego od razu)
- pierwsze wypowiedzi (składające się z pełnych zdań, wielokrotnie złożonych)
- siad prosty (i bardzo sobą zachwycony)
- turlanie wokół własnej osi (nie tylko z pleców na brzuszek)
Brawo, Majutek, nasz gorliwy dynio-pożeraczu!
PS Widać zęby, widać? Równiutenieńkie!
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Mamo, kiedy wyjeżdżasz?
A: Dokąd?
Mr: Nooo, do tego hotelu, gdzie uciekają żony tatusiów, którzy będą oglądać Euro...
A: Aaaa, tam. No, nie wiem jeszcze. Kiedy się to zaczyna? W piątek? To w piątek.
Mt: Ale ty żartujesz, prawda?
A: Nie, wcale nie żartuję.
Mr/Mt: To my mamy taki plan, żeby Ciebie... zatrzymać!
Mr: Nooo, do tego hotelu, gdzie uciekają żony tatusiów, którzy będą oglądać Euro...
A: Aaaa, tam. No, nie wiem jeszcze. Kiedy się to zaczyna? W piątek? To w piątek.
Mt: Ale ty żartujesz, prawda?
A: Nie, wcale nie żartuję.
Mr/Mt: To my mamy taki plan, żeby Ciebie... zatrzymać!
środa, 23 maja 2012
O, policja!
Mt: Ma taki sam samochód jak my!
A: Hmmm... może my też jesteśmy policją, tylko o tym nie wiemy?
Mt: Nie, nie jesteśmy.
A: JA jestem.
Mt: Nie jesteś.
A: Jestem. O, proszę bardzo - popatrz ma mnie - do więźnia!!
Mt: W ogóle się nie boję...
A: To może się bój!
Mt: Ale ja nie mogę pójść do więzienia. Najwyżej do domu dziecka.
A: Mądrutkiś.
Mt: Jakbyście z tatą wypili za dużo piwa, to bym poszedł.
A: Myślisz...? Hmmm... a może dziadkowie by was przygarnęli?
Mt: No tak...
A: No i chyba jednak trzeba trochę więcej, niż piwo, żeby zabrać komuś dzieci.
Mt: Ja bym wziął wszystkie moje piłki...
A: Hmmm... może my też jesteśmy policją, tylko o tym nie wiemy?
Mt: Nie, nie jesteśmy.
A: JA jestem.
Mt: Nie jesteś.
A: Jestem. O, proszę bardzo - popatrz ma mnie - do więźnia!!
Mt: W ogóle się nie boję...
A: To może się bój!
Mt: Ale ja nie mogę pójść do więzienia. Najwyżej do domu dziecka.
A: Mądrutkiś.
Mt: Jakbyście z tatą wypili za dużo piwa, to bym poszedł.
A: Myślisz...? Hmmm... a może dziadkowie by was przygarnęli?
Mt: No tak...
A: No i chyba jednak trzeba trochę więcej, niż piwo, żeby zabrać komuś dzieci.
Mt: Ja bym wziął wszystkie moje piłki...
piątek, 18 maja 2012
A Mamusia potrafi
jednocześnie użalać się nad sobą, robić obiad, odpowiadać na maile, zajmować się Mają i rozmawiać przez telefon. A w przerwie jeszcze trochę się poużalać.
Trzeba mieć podzielną uwagę na tak trudne zadania.
Mama ma.
Trzeba mieć podzielną uwagę na tak trudne zadania.
Mama ma.
czwartek, 17 maja 2012
Tatuś zatłukł
włamywacza, ostatnio.
To znaczy najpierw go nożem, a potem go odkurzaczem, a potem go z odkurzacza i młotkiem go na końcu...
Nasz Tatuś o przydomku Bohaterski Obrońca Zagrożonych!
A Mamusia mięczak, porażona morderczą atmosferą w domu, tylko pozamykała drzwi wszystkim dzieciom i nawet nie sięgnęła po aparat. Na fotoreportera wojennego nijak się nie nadaje.
Gdyby ciszej żarł ten gipsokarton, to byśmy nie zauważyli.
Ale żarł głośno.
Szerszenisko jedne...
To znaczy najpierw go nożem, a potem go odkurzaczem, a potem go z odkurzacza i młotkiem go na końcu...
Nasz Tatuś o przydomku Bohaterski Obrońca Zagrożonych!
A Mamusia mięczak, porażona morderczą atmosferą w domu, tylko pozamykała drzwi wszystkim dzieciom i nawet nie sięgnęła po aparat. Na fotoreportera wojennego nijak się nie nadaje.
Gdyby ciszej żarł ten gipsokarton, to byśmy nie zauważyli.
Ale żarł głośno.
Szerszenisko jedne...
wtorek, 15 maja 2012
poniedziałek, 14 maja 2012
wizja
Mr: Jak to dobrze, że mamy Maję! Możemy się nią zachwycać, a ona nami się cieszy. Jest takim cudniątkiem...
A: A jeszcze niedawno wydawało nam się, że trzy to jakoś tak dużo, nie? :)
Mr: A jakby nam się teraz nagle urodziła piątka...?
A: Jeszcze piątka??
Mr: Nooo...
A: To byłabym zmęczona... bardziej...
Mr: Oj, taaak...
A: A jakby w nocy jadły pięć razy, to musiałabym dziesięć razy wstawać...
Mr: I nie wiedziałabyś, kogo zapisałaś skrótem w kajeciku, bo wszyscy by się nazywali na eM...
A: Jejuuu....
Mr: Albo miałabyś pięć kajecików, po prostu. I szósty dla Mai...
A: A jeszcze niedawno wydawało nam się, że trzy to jakoś tak dużo, nie? :)
Mr: A jakby nam się teraz nagle urodziła piątka...?
A: Jeszcze piątka??
Mr: Nooo...
A: To byłabym zmęczona... bardziej...
Mr: Oj, taaak...
A: A jakby w nocy jadły pięć razy, to musiałabym dziesięć razy wstawać...
Mr: I nie wiedziałabyś, kogo zapisałaś skrótem w kajeciku, bo wszyscy by się nazywali na eM...
A: Jejuuu....
Mr: Albo miałabyś pięć kajecików, po prostu. I szósty dla Mai...
czwartek, 10 maja 2012
środa, 9 maja 2012
sobota, 5 maja 2012
piorun
Mr: ...tam było fajnie, bo sobie łaziliśmy i była ta rzeczka z gnojówką, Alek spadł z drzewa, a obok były te dziury po piorunach...
A: W ziemi??
Mr: No!
A: Wiesz co, w ziemi, to raczej mało prawdopodobne...
Mr: Ale wczoraj była ta wielka burza i my tak wszyscy stwierdziliśmy.
A: A były drzewa dookoła?
Mr: No były!
A: To naprawdę mało prawdopodobne, żeby pioruny uderzyły w ziemię.
Mr: Czemu??
A: No bo raczej wolałyby uderzyć w drzewo...
Mr: Może nie trafiły.
A: Prfff....
Mr: No co? No co?
A: Tak w sumie, to nic.
A: W ziemi??
Mr: No!
A: Wiesz co, w ziemi, to raczej mało prawdopodobne...
Mr: Ale wczoraj była ta wielka burza i my tak wszyscy stwierdziliśmy.
A: A były drzewa dookoła?
Mr: No były!
A: To naprawdę mało prawdopodobne, żeby pioruny uderzyły w ziemię.
Mr: Czemu??
A: No bo raczej wolałyby uderzyć w drzewo...
Mr: Może nie trafiły.
A: Prfff....
Mr: No co? No co?
A: Tak w sumie, to nic.
piątek, 20 kwietnia 2012
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
kontrowersje
A: Mateusz, co tam narysowałeś na swojej pisance?
Mt: Zombie.
A: Nie no ja rozumiem, że jajko to symbol pogański, ale skąd taki pomysł straszliwy??
Mt: No przecież Pan Jezus z grobu powstał.
A: No tak, ale powstał jako żywy, a zombie to chodzący trup!
Mt: No tak...
Mt: Zombie.
A: Nie no ja rozumiem, że jajko to symbol pogański, ale skąd taki pomysł straszliwy??
Mt: No przecież Pan Jezus z grobu powstał.
A: No tak, ale powstał jako żywy, a zombie to chodzący trup!
Mt: No tak...
sobota, 7 kwietnia 2012
środa, 4 kwietnia 2012
ksieńciuniu
Mr: Ty, mamo, to jesteś u nas jak ksiądz.
A: Jak to?
Mr: No, zawsze nam opowiadasz o Bogu, czytasz Biblię, mówisz różne rzeczy.
A: No może tak, ale nie mam takiego głosu. Wszyyyystkieee ksieeendzeee mówią taaakiiiim głoseeeem, że z daleka słychać, ze to ksiendze mówią.
Mr: Mamo!
A: No co?
Mr: Nie ksiendze! Ksiendzowie!
A: Hoho! Ksiendzowie! :)
Mt: No przecież księżowie!
A: Ksieńciunie! To może by tak dalej? Króliki...?
Mr/Mt: Mamo!!
A: Jak to?
Mr: No, zawsze nam opowiadasz o Bogu, czytasz Biblię, mówisz różne rzeczy.
A: No może tak, ale nie mam takiego głosu. Wszyyyystkieee ksieeendzeee mówią taaakiiiim głoseeeem, że z daleka słychać, ze to ksiendze mówią.
Mr: Mamo!
A: No co?
Mr: Nie ksiendze! Ksiendzowie!
A: Hoho! Ksiendzowie! :)
Mt: No przecież księżowie!
A: Ksieńciunie! To może by tak dalej? Króliki...?
Mr/Mt: Mamo!!
czwartek, 29 marca 2012
Dzień 4
"A potem Bóg rzekł: Niechaj powstaną ciała niebieskie, świecące na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy, aby wyznaczały pory roku, dni i lata; aby były ciałami jaśniejącymi na sklepieniu nieba i aby świeciły nad ziemią. I stało się tak. Bóg uczynił dwa duże ciała jaśniejące: większe, aby rządziło dniem, i mniejsze, aby rządziło nocą, oraz gwiazdy. I umieścił je Bóg na sklepieniu nieba, aby świeciły nad ziemią; aby rządziły dniem i nocą i oddzielały światłość od ciemności. A widział Bóg, że były dobre. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień czwarty."
MR
MT
Mr: Co to za trzy gwiazdki tam?
A: To Orion. A w zasadzie pas Oriona. Ten kopnięty prostokąt, to jego ramiona i nogi, a pod pasem jakby zwisał miecz...
Mr/Mt: No! Widzę, widzę!
A: Oriona widać tylko zimą i bardzo go lubie, bo jak już się pojawia, to znaczy, że idzie zima, a jak znika, to jest już wiosna i też fajnie...
Mr: Aaaa... to dlatego...
A: Co dlatego?
Mr: Dlatego, że Pan Bóg umieścił ciała niebieskie, żeby pokazywały pory roku!
A: No tak! Właśnie tak!
MR
MT
Mr: Co to za trzy gwiazdki tam?
A: To Orion. A w zasadzie pas Oriona. Ten kopnięty prostokąt, to jego ramiona i nogi, a pod pasem jakby zwisał miecz...
Mr/Mt: No! Widzę, widzę!
A: Oriona widać tylko zimą i bardzo go lubie, bo jak już się pojawia, to znaczy, że idzie zima, a jak znika, to jest już wiosna i też fajnie...
Mr: Aaaa... to dlatego...
A: Co dlatego?
Mr: Dlatego, że Pan Bóg umieścił ciała niebieskie, żeby pokazywały pory roku!
A: No tak! Właśnie tak!
niedziela, 11 marca 2012
Dzień 3
"A potem Bóg rzekł: Niechaj zbiorą się wody spod nieba w jedno miejsce i niech się ukaże powierzchnia sucha! A gdy tak się stało, Bóg nazwał tę suchą powierzchnię ziemią, a zbiorowisko wód nazwał morzem. Bóg widząc, że były dobre, rzekł: Niechaj ziemia wyda rośliny zielone: trawy dające nasiona, drzewa owocowe rodzące na ziemi według swego gatunku owoce, w których są nasiona. I stało się tak. Ziemia wydała rośliny zielone: trawę dającą nasienie według swego gatunku i drzewa rodzące owoce, w których było nasienie według ich gatunków. A Bóg widział, że były dobre. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień trzeci."
MR
MT
A: Co to znaczy, że Pan Bóg swtarzał wszystko według swojego gatunku? To znaczy, że na sośnie nie rosły gruszki. I wcale nie miały nigdy rosnąć! Pan Bóg nigdy tego nie zaplanował i głupio by było, żeby sosna zadrościła gruszce i mówiła, że jest gorsza, bo ma tylko szyszki, nie?
Mr: (z pobłażaniem) Mamo, ale przecież sosny niczego nie zazdroszczą!
A: To taka przenośnia, litości...
Mr: Acha... rozumiem...
A: Ale teraz ważna rzecz dla nas - niemądrością jest porównywać się z innymi i myśleć o sobie złe rzeczy tylko dlatego, że jesteśmy inni, albo mamy inne talenty, a ich talenty wydają nam się fajniejsze. Okropnie by było, gdyby wszyscy byli tacy sami, nie? Wyobraźcie sobie świat mechaników samochodowych... albo świat kucharzy... o, albo świat filozofów... oj, kiepsko by było :)))
Pan Bóg nas chciał właśnie takimi, jakimi nas zaplanował. Ani wyższymi, ani niższymi, ani z innymi talentami niż te, które nam dał. Ale za to kazał nam wydawać owoce zgodnie z tym, kim jesteśmy. Nie wymaga od nas niczego, czego nam nie dał z urodzenia. Mamy się starać wydawać owoce zgodne z "naszym rodzajem", ale nie mamy się starać być innym rodzajem. Cudne, nie?
Pomyślcie teraz, jaki ten dzień musiałby być dla nas dziwny.
Wszędzie rośliny, ale nigdzie zwierząt.
Szumią drzewa, ale ani mucha nie zabzyczy ani ptak nie zaćwierka, ani pies nie zaszczeka...
Musiał wtedy panować przedziwny dla nas rodzaj ciszy.
Oczy zamknięte? No to rozglądajcie się i mówcie, w czym jeszcze ten dzień był niezwykły?
Mr: Nooo, jak nie było zwierząt, to nie dało się wdepnąć w kupę!
A: No, faktycznie!
MR
MT
A: Co to znaczy, że Pan Bóg swtarzał wszystko według swojego gatunku? To znaczy, że na sośnie nie rosły gruszki. I wcale nie miały nigdy rosnąć! Pan Bóg nigdy tego nie zaplanował i głupio by było, żeby sosna zadrościła gruszce i mówiła, że jest gorsza, bo ma tylko szyszki, nie?
Mr: (z pobłażaniem) Mamo, ale przecież sosny niczego nie zazdroszczą!
A: To taka przenośnia, litości...
Mr: Acha... rozumiem...
A: Ale teraz ważna rzecz dla nas - niemądrością jest porównywać się z innymi i myśleć o sobie złe rzeczy tylko dlatego, że jesteśmy inni, albo mamy inne talenty, a ich talenty wydają nam się fajniejsze. Okropnie by było, gdyby wszyscy byli tacy sami, nie? Wyobraźcie sobie świat mechaników samochodowych... albo świat kucharzy... o, albo świat filozofów... oj, kiepsko by było :)))
Pan Bóg nas chciał właśnie takimi, jakimi nas zaplanował. Ani wyższymi, ani niższymi, ani z innymi talentami niż te, które nam dał. Ale za to kazał nam wydawać owoce zgodnie z tym, kim jesteśmy. Nie wymaga od nas niczego, czego nam nie dał z urodzenia. Mamy się starać wydawać owoce zgodne z "naszym rodzajem", ale nie mamy się starać być innym rodzajem. Cudne, nie?
Pomyślcie teraz, jaki ten dzień musiałby być dla nas dziwny.
Wszędzie rośliny, ale nigdzie zwierząt.
Szumią drzewa, ale ani mucha nie zabzyczy ani ptak nie zaćwierka, ani pies nie zaszczeka...
Musiał wtedy panować przedziwny dla nas rodzaj ciszy.
Oczy zamknięte? No to rozglądajcie się i mówcie, w czym jeszcze ten dzień był niezwykły?
Mr: Nooo, jak nie było zwierząt, to nie dało się wdepnąć w kupę!
A: No, faktycznie!
piątek, 9 marca 2012
Dzień 2
"A potem Bóg rzekł: Niechaj powstanie sklepienie w środku wód i niechaj ono oddzieli jedne wody od drugich! Uczyniwszy to sklepienie, Bóg oddzielił wody pod sklepieniem od wód ponad sklepieniem; a gdy tak się stało, Bóg nazwał to sklepienie niebem. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień drugi."
MR
MT
Wiecie, co to jest sklepienie? Jak by to wam wytłumaczyć... Taki okrągły sufit, jak w starych kościołach. Czyli musiał nadać Ziemi kształt okrągły tego dnia! Ale sprawdźmy jeszcze w oryginale. Tu jest napisane, że to sklepienie, to atmosfera! Acha! Czyli nie dość, że tego dnia Pan Bóg nadał Ziemi piękny kształt, to jeszcze stworzył atmosferę.
A skoro oddzielił Ziemię od nieba, to odtąd musiał być widoczny horyzont. Trudno to wytłumaczyć, ale zawsze wiemy, w którym miejscu zaczyna się niebo, a kończy ziemia, nie? I to wszystko Pan Bóg ustanowił drugiego dnia właśnie. Oddzielił to, co ziemskie od tego, co niebieskie wyraźną granicą. A wynika z tego na przykład to, że aniołowie nie powinni mieć dzieci z ludźmi. Tak samo jak ludzie ze zwierzętami. Ale to dość odległe konsekwencje.
A wracając do zjawisk fizycznych - ciekawe, jak to oddzielanie wyglądało! Musiało być niezłe zamieszanie :)
MR
MT
Wiecie, co to jest sklepienie? Jak by to wam wytłumaczyć... Taki okrągły sufit, jak w starych kościołach. Czyli musiał nadać Ziemi kształt okrągły tego dnia! Ale sprawdźmy jeszcze w oryginale. Tu jest napisane, że to sklepienie, to atmosfera! Acha! Czyli nie dość, że tego dnia Pan Bóg nadał Ziemi piękny kształt, to jeszcze stworzył atmosferę.
A skoro oddzielił Ziemię od nieba, to odtąd musiał być widoczny horyzont. Trudno to wytłumaczyć, ale zawsze wiemy, w którym miejscu zaczyna się niebo, a kończy ziemia, nie? I to wszystko Pan Bóg ustanowił drugiego dnia właśnie. Oddzielił to, co ziemskie od tego, co niebieskie wyraźną granicą. A wynika z tego na przykład to, że aniołowie nie powinni mieć dzieci z ludźmi. Tak samo jak ludzie ze zwierzętami. Ale to dość odległe konsekwencje.
A wracając do zjawisk fizycznych - ciekawe, jak to oddzielanie wyglądało! Musiało być niezłe zamieszanie :)
czwartek, 8 marca 2012
Dzień 1
"Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. Wtedy Bóg rzekł: Niechaj się stanie światłość! I stała się światłość. Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień pierwszy."
MR
(no tak, nie było jeszcze chmurek... ale tak sobie narysuję...)
MT
(no tak, nie było jeszcze kontynentów... ale tak sobie narysuję...)Patrzcie, Pan Bóg nie boi się procesu. Lubi, żeby wszystko działo sie po kolei. Tak sobie różne rzeczy planuje i wykonuje.
Co stworzył najpierw?
Czas. Ciekawe, nie?
A potem?
Przestrzeń i materię.
Można by książkę napisać o tym pierwszym zdaniu!
A zwłaszcza o tym, że Bóg tutaj to słowo Elohim, czyli liczba potrójnie mnoga.
Bardzo, bardzo ciekawe... Bo potem ewangelia Jana zaczyna się od podobnego opisu i mówi o tym, że Pan Jezus stwarzał świat i że on dla Niego i przez Niego został stworzony. I że stworzył drzewo, do którego został potem przybity...
Fascynujące, naprawdę.
I to wszystko tylko w pierwszym zdaniu!
I jeszcze to, że stworzył nieba i ziemię, a przynajmniej tak mi to jakoś wygląda po hebrajsku. Muszę to sprawdzić. Bo z Biblii wynika, że tych nieb jest trzy. Nasze niebieskie, po którym latają ptaki i samoloty, drugie niebo, w którym mieszkają duchy i trzecie, w którym mieszka Pan Bóg i gdzie ma swoją świątynię i tron.
Ziemia bezładem i pustkowiem... Mmmm... może jeszcze nie było grawitacji? Ale raczej musiała być, skoro była przestrzeń i materia. No to może nie była jeszcze okrągła? Mmmm.... Ciekawe, czy Ziemia mogła nie być okrągła...
A co to te wody? Brzmi jak materia w ogóle... Mmmmm...
No i rzecz niesamowita - Bóg stwarza światło jednym zdaniem! I nie dość, że robi się jasno, że oddziela światłość od ciemności, czyli od razu mamy juz podzial na dni i noce, to jeszcze wynika z tego cała masa rzeczy. Bo bez promieniowania, jakim jest światło, nie ma też kolorów, nie ma ciepła, nie ma mikrofal i fal radiowych... Nie ma telewizji, komórek, mikrofalówek i otwierania garażu pilotem.
Jeju! I to wszystko jednym zdaniem...
I to wszystko dla nas! Bo powiedziane jest, że Pan Bóg zaplanował każdego z nas przed założeniem świata! To znaczy, że stwarzając wszystko myślał o nas! I wiedział, na które ziarenko piasku spadnie który z naszych włosów!!! Jeju! Jak ktoś jest taki mądry i może robić TAKIE rzeczy jednym zdaniem, to czemu my się wciąż zastanawiamy, czy może kogoś uzdrowić?? To dla Niego pikuś!
czwartek, 2 lutego 2012
w zozolowym leżaczku
Maja miała dziś okazję odkryć, że ma rękę. Ale tylko lewą.
I że może nią pacnąć zabawkę. Raz za razem.
Jest z siebie przedumna!
Mamusia znajdzie wreszcie nitki i przywiesi zabawkę z drugiej strony. Może jutro Maja odkryje rączkę prawą...?
PS Nici znalazły się po dwóch dniach pod górą poskładanego prania. Leżały tam sobie spokojnie i cichutko obok pracowego telefonu Mamusi. Wybaczcie, drodzy klienci. Serio, nie mogłam go znaleźć, nie? W tej chwili poszukujemy nożyczek...
I że może nią pacnąć zabawkę. Raz za razem.
Jest z siebie przedumna!
Mamusia znajdzie wreszcie nitki i przywiesi zabawkę z drugiej strony. Może jutro Maja odkryje rączkę prawą...?
PS Nici znalazły się po dwóch dniach pod górą poskładanego prania. Leżały tam sobie spokojnie i cichutko obok pracowego telefonu Mamusi. Wybaczcie, drodzy klienci. Serio, nie mogłam go znaleźć, nie? W tej chwili poszukujemy nożyczek...
środa, 1 lutego 2012
śmichy chichy
podglądanki
a leżaczek wciąż za duży
czy takczy tak
A jednak genialnie ratuje życie zawodowe Mamusi!
Dzięki Zozolu, że już wyrosłaś, stajesz przy szafkach i zeżerasz mamie Vogue'i!
Strasznie się ze wszystkim spieszysz, ale tak trzymaj!
PS A tak w ogóle, to Maja też urosła i prawie już nie zwisa. Tylko czasem głowę trzyma pod takim dziwnym kątem... :)))
poniedziałek, 30 stycznia 2012
dlaczego nie warto mieć jedynaka
(nagranie odnalezione niespodziewanie przez Tatusia, ku wielkiej uciesze wszystkich domowników)
Kreta 2006
Marta lat 3, Mateusz prawie 2.
Zawrotka na trasie w celu obejrzenia kózek.
Kózki czuć już 2 km wcześniej.
Niektóre z dzieci zachwycone.
Interakcja z tymi zadowolonymi mniej - bezcenna.
Kreta 2006
Marta lat 3, Mateusz prawie 2.
Zawrotka na trasie w celu obejrzenia kózek.
Kózki czuć już 2 km wcześniej.
Niektóre z dzieci zachwycone.
Interakcja z tymi zadowolonymi mniej - bezcenna.
sobota, 28 stycznia 2012
Jej niepierwszy popis
Najważniejszą częścią popisu jest odnalezienie dziury między deskami.


Potem już tylko z górki.
Się przećwiczyło dzień wcześniej 20 razy i się zrozumiało, co to znaczy 'wejść w palce'. Wreszcie.
piątek, 27 stycznia 2012
"Mamo, ty musisz
nam przypominać, że mamy ćwiczyć! Czy ty zapomniałaś nas przypilnować??"
A: Nie, Martulek, daję Wam tydzień ferii wolnego, a ćwiczyć będziecie już od poniedziałku.Mr: To dobrze, bo Pan mi zadał takie nowe, co ja i tak w sumie trochę już zaliczyłam...
niedziela, 22 stycznia 2012
pierwsze uśmiechy szerokie
poniedziałek, 16 stycznia 2012
112
Mt: (układając domek-labirynt z poduszek na sofie) A numer 112 to co jest?
A: (pracując pospiesznie na netbooczku w fotelu obok) Hę?
Mt: No numer 112...?
A: (wielkie oczy) Hę??
Mt: No numer 112. Do kogo to jest?
A: Aaaaa, 112! No na pomoc.
Mt: Hę?
A: No dzwonisz i wołasz 'pomocy', hehe :)
Mt: (wielkie oczy) Hę??
A: Jest numer do pogotowia, jest numer do straży pożarnej i jest numer do policji, ale można zadzwonić na 112. To wspólny numer.
Mt: Acha!
(chwila namysłu)
I wszyscy przyjadą??
A: (pracując pospiesznie na netbooczku w fotelu obok) Hę?
Mt: No numer 112...?
A: (wielkie oczy) Hę??
Mt: No numer 112. Do kogo to jest?
A: Aaaaa, 112! No na pomoc.
Mt: Hę?
A: No dzwonisz i wołasz 'pomocy', hehe :)
Mt: (wielkie oczy) Hę??
A: Jest numer do pogotowia, jest numer do straży pożarnej i jest numer do policji, ale można zadzwonić na 112. To wspólny numer.
Mt: Acha!
(chwila namysłu)
I wszyscy przyjadą??
wtorek, 10 stycznia 2012
dziękujemy
A: Panie Boże, dziękujemy za naszego Tatusia, że przeżył wszystkie swoje lata i jest zdrowy, mądry i kochany...
Mt: No, już sześćdziesiąt cztery!
A: Co??
Mr: Sześćdziesiąt SIEDEM!
A: Hę???
Mr: Sześćdziesiąt... osiem...??
Mt: No, już sześćdziesiąt cztery!
A: Co??
Mr: Sześćdziesiąt SIEDEM!
A: Hę???
Mr: Sześćdziesiąt... osiem...??
czwartek, 29 grudnia 2011
pomocni
A: Marta, potrzymasz Dzidzię? Skoczę do łazienki.
Mr: Jasne. Mateusz robi nam właśnie sniadanie.
A: Ach ten Mateusz! Lubi gotować, jak prawdziwy kucharz.
Mr: No i zrobi je za jednego petszopa :)
A: Co?? Jak za to za petszopa?
Mr: No, już sobie wybrał jednego. Rano.
A: Hmmm... a nie lepiej byłoby umówić się, żeby zrobił wam śniadanie za to, że ty jutro wam zrobisz?
Mr: Hmmmm... no może... ale on już sobie wybrał...
Ciekawe co dostanę za zrobienie obiadu...?
Mr: Jasne. Mateusz robi nam właśnie sniadanie.
A: Ach ten Mateusz! Lubi gotować, jak prawdziwy kucharz.
Mr: No i zrobi je za jednego petszopa :)
A: Co?? Jak za to za petszopa?
Mr: No, już sobie wybrał jednego. Rano.
A: Hmmm... a nie lepiej byłoby umówić się, żeby zrobił wam śniadanie za to, że ty jutro wam zrobisz?
Mr: Hmmmm... no może... ale on już sobie wybrał...
Ciekawe co dostanę za zrobienie obiadu...?
wtorek, 27 grudnia 2011
szczęśliwy dzień
zaczęła Maja od szerokich uśmiechów do Mamusi. Całkowicie świadomych!
Mamusia co prawda na nadanrza z aparatem, ale jeden półuśmiech udało się zarejestrować na ostro.
Fajny, nie?

To szczęśliwy dzień.
Mamusia co prawda na nadanrza z aparatem, ale jeden półuśmiech udało się zarejestrować na ostro.
Fajny, nie?

Książki mówią, że to duuużo za wcześnie, ale kto by się przejmował książkami!
A Pan Doktor już 2 tygodnie temu mówił, że jestem bardzo rezolutna, więc co w sumie...?
A Pan Doktor już 2 tygodnie temu mówił, że jestem bardzo rezolutna, więc co w sumie...?
Marta zachwycona
Mateusz zachwycony podwójnie
To szczęśliwy dzień.
sobota, 24 grudnia 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)











































