czwartek, 2 lutego 2012

w zozolowym leżaczku

Maja miała dziś okazję odkryć, że ma rękę. Ale tylko lewą.
I że może nią pacnąć zabawkę. Raz za razem.
Jest z siebie przedumna!

Mamusia znajdzie wreszcie nitki i przywiesi zabawkę z drugiej strony. Może jutro Maja odkryje rączkę prawą...?

środa, 1 lutego 2012

śmichy chichy



podglądanki




a leżaczek wciąż za duży
czy tak





czy tak





A jednak genialnie ratuje życie zawodowe Mamusi!

Dzięki Zozolu, że już wyrosłaś, stajesz przy szafkach i zeżerasz mamie Vogue'i!
Strasznie się ze wszystkim spieszysz, ale tak trzymaj!


PS A tak w ogóle, to Maja też urosła i prawie już nie zwisa. Tylko czasem głowę trzyma pod takim dziwnym kątem... :)))

poniedziałek, 30 stycznia 2012

dlaczego nie warto mieć jedynaka

(nagranie odnalezione niespodziewanie przez Tatusia, ku wielkiej uciesze wszystkich domowników)
Kreta 2006
Marta lat 3, Mateusz prawie 2.
Zawrotka na trasie w celu obejrzenia kózek.
Kózki czuć już 2 km wcześniej.
Niektóre z dzieci zachwycone.
Interakcja z tymi zadowolonymi mniej - bezcenna.


video

sobota, 28 stycznia 2012

Jej niepierwszy popis

Najważniejszą częścią popisu jest odnalezienie dziury między deskami.







Potem już tylko z górki.






Się przećwiczyło dzień wcześniej 20 razy i się zrozumiało, co to znaczy 'wejść w palce'. Wreszcie.





video







piątek, 27 stycznia 2012

"Mamo, ty musisz

nam przypominać, że mamy ćwiczyć! Czy ty zapomniałaś nas przypilnować??"
A: Nie, Martulek, daję Wam tydzień ferii wolnego, a ćwiczyć będziecie już od poniedziałku.
Mr: To dobrze, bo Pan mi zadał takie nowe, co ja i tak w sumie trochę już zaliczyłam...



niedziela, 22 stycznia 2012

pierwsze uśmiechy szerokie



wreszcie uchwycone.

Pierwsze guganie - niestety nie. Ani następne...

Tak czy inaczej, patrząc na ten pyszczek, chyba nie można odmówić racji tym, którzy wieszczą przybycie łobuza...


poniedziałek, 16 stycznia 2012

112

Mt: (układając domek-labirynt z poduszek na sofie) A numer 112 to co jest?
A: (pracując pospiesznie na netbooczku w fotelu obok) Hę?
Mt: No numer 112...?
A: (wielkie oczy) Hę??
Mt: No numer 112. Do kogo to jest?
A: Aaaaa, 112! No na pomoc.
Mt: Hę?
A: No dzwonisz i wołasz 'pomocy', hehe :)
Mt: (wielkie oczy) Hę??
A: Jest numer do pogotowia, jest numer do straży pożarnej i jest numer do policji, ale można zadzwonić na 112. To wspólny numer.
Mt: Acha!
(chwila namysłu)
I wszyscy przyjadą??

wtorek, 10 stycznia 2012

dziękujemy

A: Panie Boże, dziękujemy za naszego Tatusia, że przeżył wszystkie swoje lata i jest zdrowy, mądry i kochany...
Mt: No, już sześćdziesiąt cztery!
A: Co??
Mr: Sześćdziesiąt SIEDEM!
A: Hę???
Mr: Sześćdziesiąt... osiem...??

czwartek, 29 grudnia 2011

pomocni

A: Marta, potrzymasz Dzidzię? Skoczę do łazienki.
Mr: Jasne. Mateusz robi nam właśnie sniadanie.
A: Ach ten Mateusz! Lubi gotować, jak prawdziwy kucharz.
Mr: No i zrobi je za jednego petszopa :)
A: Co?? Jak za to za petszopa?
Mr: No, już sobie wybrał jednego. Rano.
A: Hmmm... a nie lepiej byłoby umówić się, żeby zrobił wam śniadanie za to, że ty jutro wam zrobisz?
Mr: Hmmmm... no może... ale on już sobie wybrał...

Ciekawe co dostanę za zrobienie obiadu...?

wtorek, 27 grudnia 2011

szczęśliwy dzień

zaczęła Maja od szerokich uśmiechów do Mamusi. Całkowicie świadomych!
Mamusia co prawda na nadanrza z aparatem, ale jeden półuśmiech udało się zarejestrować na ostro.
Fajny, nie?




































Książki mówią, że to duuużo za wcześnie, ale kto by się przejmował książkami!
A Pan Doktor już 2 tygodnie temu mówił, że jestem bardzo rezolutna, więc co w sumie...?


Marta zachwycona






Mateusz zachwycony podwójnie






To szczęśliwy dzień.



 

sobota, 24 grudnia 2011

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Dziadek się martwi

o wnuczkę najmłodszą.
Bo nie dość, że mieszka w zsypie, to jeszcze śpi na podłodze.

Wnuczka zdaje się mieć to wszystko w nosie







A czasem jakby trochę pomstuje






No ale cóż... Jak patologia, to patologia.
W życiu trzeba być konsekwentnym.

piątek, 9 grudnia 2011

seven days

Po siedmiu nocach prób urodzenia się, nadeszła godzina -2:40
Dzieci ćmoknęły Mamusię w brzuch i powiedziały miękko: "Dzidziusiu, urodź się wreszcie".
Mgła stulecia nie odstraszyła wędrowców po szczęście.









Na izbie przyjęć...




niektórym jest do śmiechu bardziej




a niektórym chwilami trochę mniej.




Pani jednak uznała, że faktycznie rodzimy i pojechaliśmy windeczką...
A chwilę potem zeszliśmy sobie pięterko niżej :)



Dzień 1

Jestem małym, zapuchniętym, śpiącym kurczakiem.





A potem przyjeżdża Rodzina i klan M&M'sów nieświadomie wzbudza alarm na oddziale, zapisując się w annałach szpitala, jako 'ci, którzy porwali dziecko'.
Mamusia nie pomyślała, że wyniesienie dziecka poza oddział może wygladać groźnie.
Przecież poszliśmy przywitać się z Rodziną!














Rodzina rozpacza, że Dzidzia nie może wrócić do domu już dzisiaj.
Mamusia próbowała co prawda się już zerwać, ale dohtory pukają się w czoło...



Dzień 2


Drugiego dnia jestem tak samo śpiąca, jak dotąd, ale zaczynam papuśnieć...







A wieczorem przyjeżdża Ciocia Nela, popiskuje z radości i strzela króciutką sesyjkę.


Fot. nel.k




Fot. nel.k



Fot. nel.k


Dobrze jest przyjaźnić się z artystami :))))





Dzień 3



Papuśnik do domku wraca!







Dzień 4

A w domu wszyscy chcą do Dzidzi.



Tylko Mateusz jest chory i nie może za blisko. Wykazuje równocześnie zrozumienie i zawód.
Mądre dziecko.






Marta natomiast chyba najszczęśliwsza w całym życiu swoim.












Joł, starszaki, joł!






Dzień 5


Każdego następnego dnia wciąż ten sam zawód - Dzidzia śpi? Znowu? Ooooo, jaka ona śliczna...







Dzień 6


A jak nie śpi, to ziewa :)





Mateusz wciąż myje ręce i chodzi w maseczce chirurgicznej...




Dzień 7


Dzidziuś lubi być najedzony.
Za każdym razem daje temu wyraz!






Dzidziuś bardzo też lubi twórczość gitarową.
W brzuchu lubił i zdania nie zmienił.



wtorek, 6 grudnia 2011

już od roku właściwie

widać było to pytanie szorujące po mózgach naszych dzieci. Czasem wypływało na powierzchnię, czasem zduszane było na samo dno. Ale ono tam było. Trwało w uśpionej gotowości.
Kiedy więc z nastaniem jesieni pytana byłam co raz częściej uznałam, że nadszedł czas. Po prostu.

Okazuje się jednak, że psychika dziecka jest bardziej skomplikowana i zaskakująca, niż moglibyśmy czasem podejrzewać. A przynajmniej, psychika dziecka-dziewczynki.

Bo dziecko dziewczynka wcale nie chciało usłyszeć brualnej prawdy. Dziecko chciało usłyszeć, że to jej podejrzenia nieprawdą są. I nagle list w ręce zaczął ciążyć, słońce zgasło, świat się zawalił, a myślenie magiczne roztrzaskało o kafle w korytarzu. Raz na zawsze.





Mamusia-z-wielkim-brzuchem wpełzła do łóżka rozklejonej dziewczynki i tylko w ten sposób udało  się małej zasnąć w ogóle...

Tego naprawdę nikt sie nie spodziewał. Tym bardziej, że na dziecku-chłopcu rewelacja zdała się nie zrobić najmniejszego wrażenia.

Umówiliśmy się tylko, że skoro dzieci w szkole wydają się być wciąż nieuświadomione, to ani Marta ani Mateusz przykrości robić im nie będą.

Następnego dnia dziewczynka była wciąż smutna, ale już trochę pozbierana.
A dwa tygodnie później, gdy nadszedł natenczas... pokazała klasę!
I rozkroiła serce Mamusi na tysiąc kawałeczków...





sobota, 26 listopada 2011

jak się komuś rodzi siostra

albo akurat nie jest pewna, czy już się na to zdecydować, to można namówić Babcię do udostępnienia Worda.
A tam... hoho... czego tam nie można stworzyć!
Najlepiej jednak zacząć od form krótkich.


Opowiadanie 1

Autor: Marta M.
Wydawnictwo :Księgarnia Lwów
Tytuł :Lew
Wprowadzenie
Lew przykładem dla nas bo mężny i odważny.
Opowiadanie
Raz był sobie lew.
Pewnego razu połknął muchę ale okazało się że mucha
miała przy sobie telefon. I naglę dryń dochodzi z
brzucha pana lwa. Okazało się że dzwoniła jej ciocia.


Opowiadanie 2

Autor : Marta M.
Wydawnictwo : Księgarnia Tygrysów
Tytuł : Tygrys gubi paski
Wprowadzenie
Tygrys jest silny i pomarańczowo/czarny.
Opowiadanie
Pewnego razu był sobie tygrys.
Ras się tak przechwalał że za karę żyrafa
postanowiła dać mu nauczkę i w nocy
kiedy spał w najlepsze podeszła do niego z
pomarańczową farbą i pomalowała go od
łap do głowy. Rankiem gdy tygrys się obudził
zobaczył że zgubił paski dopiero po 2 dniach
żyrafa powiedziała mu co zrobiła i dlaczego
a tygrys obiecał że już nigdy nie będzie się
przechwalał.





Dwa lata informatyki nie w kij dmuchał....

czwartek, 24 listopada 2011

Jego pierwszy koncert




Rok temu jeszcze nikt by w to nie uwierzył.
Pół roku temu mógłby trochę zacząć przypuszczać, ale i tak doszedłby do wniosku, że to jednak całkiem niemożliwe.
A stało się tak, że nieśmiałek wszedł na scenę, zagrał bezbłędnie, uprzejmie obejrzał oklaski, wstał i sobie poszedł. Jakby robił to codziennie!





Szoki tego kalibru nie są chyba wskazane w 39tym tygodniu ciąży...


A potem gratulacje i klucz do muzyki na pamiątkę. Klucz wiolinowy, rzecz jasna.






A oto dlaczego gitara planowo nie ma akompaniamentu:




video


Kamera wciąż nie naprawiona, więc nagranie fatalne. Nie daje poznać tej pewności siebie, tego zadowolenia i głębokich, pełnych satysfakcji spojrzeń w oczy widowni. Ale nawet tu zobaczyć można pewność siebie całej sylwetki i siłę spokoju przy akceptacji aplauzu. Nic dodać.

Dnia następnego świętowanie w postaci szklanki Fanty i każdego rodzaju lodów, jakie znajdą się w zamrażalniku. Znalazło się kilkanaście. Jakoś wystarczyło.

wtorek, 22 listopada 2011

chłopaki rychtują

tymczasowy pokoik dla Dzidzi.



Od świtu do nocy.
Mateusz godzin 6, Tatuś godzin 16...





Dajcie tu jakąś muzyczkę!




Synek wybiera, czyli będzie Alphaville. Znowu.
Marta zamyka drzwi do pokoju tak szczelnie, jak to tylko możliwe.



Praca wre, aż trzeszczy.




Spodnie Mateusza dają radę.
Wentylacja Tatusia bardzo pomaga w precyzji.